Jak tylko przekroczyłam próg, wszystko znów było po staremu. Cudownie spędzony dzień minął jak z bicza strzelił i już nie wróci. Miło było spotkać się z Cameronem po tylu latach i znów się do niego przytulić. Pamiętam jak kiedyś dawał mi siłę każdego dnia, mimo że był i w sumie dalej jest ode mnie starszy o ten rok, dogadywaliśmy się świetnie, jakbyśmy się znali od urodzenia.
Ehhh... Zaczęło się. Tylko weszłam do pokoju, a one znowu.
- Uuu, patrzcie kto przyszedł!
- Nasza Amanda! Jak tam Ci minął dzionek? Kolejna rodzina, która Cię nie adoptowała? Hahaha - i ten perfidny śmiech... Pamiętam jakby to było wczoraj, a nie dziesięć lat temu!
- Zamknij się Katrina...
- Ooo! Jaka niegrzeczna! No opowiedz nam co się stało, że taka smutna? Hahaha
- Odwal się ode mnie w końcu! Co ja Ci zrobiłam! Dlaczego się na mnie uwzięłaś!
- Bo jesteś łatwym celem i można się z Ciebie nabijać do woli! - Co za szmata! Właśnie zrozumiałam w jakim ja świecie żyłam... Jak ja byłam traktowana.
Stwierdziłam, że nie zamierzam jej już dłużej słuchać i wyszłam z budynku, założyłam słuchawki, włączyłam swoją ulubioną playlistę i zaczęłam biec. Nie wspomniałam Wam jeszcze, że od dnia, w którym "poznałam" duet Bars&Melody słuchałam ich piosenek nałogowo i zawsze przy nich płakałam. Może to był zły pomysł, biec ze łzami w oczach... Ciąg dalszy mojej historii opisze wam Cameron. Ja pewnie nic bym nie pamiętała gdyby nie on.
*CAMERON*
Spędziliśmy z Amy wspaniały dzień, rodzicom też się podobało. Bardzo polubili Amy, można powiedzieć że bardziej niż mnie te kilka lat wcześniej! Gdy odwieźliśmy dziewczynę i wróciliśmy do domu stwierdziłem, że muszę z nimi porozmawiać, bardzo poważnie porozmawiać. Pamiętam ten dzień tak dobrze jakby to było wczoraj więc dokładnie przedstawię Wam naszą rozmowę.
- Mamo, Tato... Możemy porozmawiać? - zapytałem ostrożnie...
- Oczywiście Cam. - odpowiedziała Mama. Usiedliśmy wszyscy w salonie i już nie było odwrotu...
- Wiecie, chciałem Wam bardzo podziękować, że mogłem spędzić ten dzień z Amy... Mam do Was pytanie, a tak właściwie prośbę... - zrobili bardzo poważne miny, zacząłem się ich bać!
- Cameronie o co chodzi? - zapytał nerwowo Tata.
- Chodzi o Amy, wiecie... Nasz dom jest duży, mamy wolne pokoje... - Jakoś dziwnie na siebie popatrzyli... Ale mniejsza, znów zacząłem mówić, tym razem ostrożniej niż wcześniej. - Pomyślałem, że można by było... Nie wiem jak to powiedzieć...
- Adoptować Amy? - Zapytała z uśmiechem Mama.
- Taaak... - Powiedziałem trochę zdziwiony. Rodzice zaczęli się śmiać.
- Och Robercie, może mu wreszcie powiemy?
- Co? Co chcecie mi powiedzieć? MÓWCIE! - Powiedziałem zniecierpliwiony...
- No dobrze... A więc Cam, to miała być niespodzianka, no ale skoro już nawet ty nas o to prosisz to... Adoptowaliśmy Amy! - Powiedział z dumą Tata. Rzuciłem się na nich! Nigdy nie byłem tak bardzo szczęśliwy! Podziękowałem im.
- Jesteście najlepszymi rodzicami na świecie! Muszę biec do Domu Dziecka!
- Ale Cam przecież to daleko! - wykrzyczała Mama, ale ja już wybiegłem z domu.
Biegłem już dłuższą chwilę i powoli zaczynałem czuć zmęczenie więc zwolniłem. Wreszcie mogłem trochę odetchnąć. Wyszedłem zza zakrętu i ujrzałem światła pogotowia, policji i straży pożarnej. Najprawdopodobniej wydarzył się okropny wypadek, a że byłem człowiekiem bardzo ciekawskim poszedłem sprawdzić co się wydarzyło. To co ujrzałem zmroziło mi krew w żyłach, stałem jak wryty. To był koszmar!
Na ziemi cała we krwi leżała... Amy! Wyglądała jakby... jakby nie żyła... W jednej chwili moje oczy zalały się łzami i zacząłem płakać jak głupi. Policjant to zauważył i podszedł do mnie.
- Witaj chłopcze, czy znałeś tą dziewczynę? - zapytał spokojnie
- T-tak ... - wydukałem - Ale jak to znałem? Cz-czy ona nie żyje? - Z trudem wypowiedziałem te słowa.
- Żyje, ale jest w bardzo ciężkim stanie. Cudem udało jej się wykaraskać z tego wypadku. To twoja siostra? - Zapytał
- Można powiedzieć... Znamy się od dziecka. Oboje mieszkaliśmy w Domu Dziecka kilka minut drogi stąd. Czy ona z tego wyjdzie? Gdzie ją zabierają?
- Musimy zawiadomić najbliższy Dom Dziecka... - powiedział do jakiejś policjantki, a potem znów zwrócił się do mnie - Niestety nie wiem czy z tego wyjdzie, mogą to ocenić tylko lekarze. Zabierają ją do Szpitala Dziecięcego.
- Dziękuję. - powiedziałem i policjant odszedł. Wyjąłem telefon, wybrałem numer i zadzwoniłem. Łzy lał mi się po policzkach, ale starałem się opanować. Karetka zabrała Amy i ruszyła na sygnae w stronę szpitala. Zacząłem biec za nią.
- Cześć Cam, co jest?
- Mamo, przyjedźcie do Szpitala Dziecięcego! Szybko! - Wykrzyczałem do telefonu i rozłączyłem się.
Gdy dotarłem na miejsce rodzice już na mnie czekali. Byli rozkojarzeni, mama cała się trzęsła, a ojciec rwał sobie włosy z głowy z nerwów. Jak tylko mnie zobaczyli podbiegli do mnie i mocno mnie przytulili.
- Synu nie strasz nas więcej! Myśleliśmy, że coś ci się stało! - powiedział Tata.
- Przepraszam, ze mną jest wszystko w porządku, ale... Ale Amy. Amy miała wypadek i cudem przeżyła. Jest w bardzo ciężkim stanie... - głos mi się załamał i nie dokończyłem. Rodzice mocno mnie przytulili gdy do szpitala wbiegła zdenerwowana dyrektorka Domu Dziecka i gdy tylko nas zauważyła podbiegła i zaczęła wypytywać o Amandę. Rodzice wszystko jej powiedzieli i poszliśmy zapytać pielęgniarki, gdzie ją teraz zabrano. Dowiedzieliśmy się, że jest operowana więc jak najszybciej udaliśmy się pod salę operacyjną. Czekaliśmy dobrych kilka godzin dopóki nie pojawił się lekarz i nie powiedział nam, że operacja się udała. Kamień spadł mi z serca.
Amy została przewieziona na salę i pozwolono mi na chwilę do niej wejść.
Pocałowałem ją w czoło, usiadłem obok i usnąłem. Obudził mnie lekarz i kazał mi wrócić do domu żeby odpocząć. Następnego dnia rano wróciłem do Amy, powtarzało się to przez jakiś czas dopóki, moja siostrzyczka się nie obudziła. Ah, zapomniałbym! Mimo tego strasznego wypadku rodzice adoptowali Amy więc oficjalnie staliśmy się rodziną.
poniedziałek, 29 lutego 2016
niedziela, 14 lutego 2016
Drogi pamiętniczku... #1
Przecież to była tylko piosenka... Tylko...
"Hopeful" - Bars & Melody
[LEO]
Please help me God, I feel so alone
I'm just a kid, I can't take it on my own
I've cried too many tears, yeah, writing this song
Trying to fit in, where do I belong?
I wake up every day, don't want to leave my home
My momma's askin' me why I'm always alone
Too scared to say, too scared to holler
I'm walking to school with sweat around my collar
I'm just a kid, I don't want no stress
My nerves are bad, my life's a mess
The names you call me, they hurt real bad
I want to tell my Mom but
She's havin' trouble with my Dad
I feel so trapped there's nowhere to turn
Come' to school
Don't wanna fight I wanna learn
So please mister bully
Tell me what I've done
You know I have no Dad
I'm livin' with my Mom
[REF][CHARLIE]
Cause I'm hopeful, yes I am
Hopeful for today
Take this music and use it
Let it take you away
And be hopeful, hopeful
And He'll make a way
I know it ain't easy but that's okay
Just be hopeful
[LEO]
Why do you trip at the colour of my skin?
and whether i'm fat or whether i'm thin
you call me a loser, you call me a fool
I ain't got a choice I gotta to go to school
I wish I had an angel to stick by my side
I'm shaking with fear, I’m so scard inside
Doesn't really matter if I ain't got a looks
Why do you always hurt me and destroy my books?
[REF][CHARLIE]
Cause I'm hopeful, yes I am
Hopeful for today
Take this music and use it
Let it take you away
And be hopeful, hopeful
And He'll make a way
I know it ain't easy but that's okay
Just be hopeful
[LEO]
I give you all my money every single day
I didn't ask to be born but now I have to pay
I ain't got no food, you take all I have
when I give it to you, you search throught my bags
I wrote this song for you to see
We could've been friends, yeah you and me
Mister bully, take a moment please
Every single day you bring me to my knees
[REF][JOINTLY]
Cause I'm hopeful, yes I am
Hopeful for today
Take this music and use it
Let it take you away
And be hopeful, hopeful
And He'll make a way
I know it ain't easy but that's okay
Just be hopeful
[LEO]
What I wear is all I have
We lost our home, I liven' from my bag
Yo mister bully, help me please
I'm flesh and blood, accept me please.
Gdy tak układałam sobie jej słowa w głowie i powoli je rozumiałam, doszłam do wniosku, że taką piosenkę mogła napisać tylko osoba, która w swoim życiu wiele przeszła, doświadczyła wielu przykrych zdarzeń i wiele wycierpiała.
W moich uszach wybrzmiewały ostatnie słowa "Hopeful", a po policzkach lały się potoki łez. Jeszcze nigdy żadna piosenka nie wywołała we mnie takich uczuć!
Siedziałam tak w zadumaniu dobrą chwilę, przestałam już płakać, ale myślałam, dużo myślałam. Nagle rozległo się wołanie, które wyrwało mnie z zamyślenie. To była moja wychowawczyni z Domu Dziecka, Pani Lorraine. Wołała tylko mnie, ciekawa byłam o co chodzi. Szybko się zebrałam spojrzałam w lustro "Nie wyglądam najgorzej" powiedziałam w myślach i pognałam w stronę schodów. Prawie spadłam z tych przeklętych schodów!
Na dole czekała już na mnie dyrektorka Domu, Pani Lorraine i... Jakieś małżeństwo? Obydwoje wyglądali na około 35 lat. Niepewnym krokiem pokonywałam ostatnie stopnie, moje serce biło jak szalone...
Na dole czekała już na mnie dyrektorka Domu, Pani Lorraine i... Jakieś małżeństwo? Obydwoje wyglądali na około 35 lat. Niepewnym krokiem pokonywałam ostatnie stopnie, moje serce biło jak szalone...
- Oto ona, nasza najdroższa Amanda. Jest trochę nieśmiała, ale jak się bliżej poznacie z pewnością będziecie mieli o czym rozmawiać. - powiedziała dyrektorka do młodej pary - Amando - to było tym razem do mnie... - Chciałabym Ci przedstawić państwa Dallasów, chcieliby spędzić z tobą dzisiejszy dzień! - Przedstawiła nas sobie i czekała na moją reakcję. Uśmiechnęłam się nieśmiało.
- Dzień dobry. - przywitałam się drżącym głosem. Właśnie sobie przypomniałam, że dzisiaj jest pierwsza sobota miesiąca co oznacza, że osoby zainteresowane adopcją mogą spędzić cały dzień z jednym z dzieci!
- Witaj, bardzo nam miło, że możemy Cię wreszcie poznać. Leć się przebrać, a my tutaj na ciebie poczekamy. - powiedziała kobieta z uśmiechem na twarzy.
Pobiegłam do pokoju, otworzyłam szafę i wybrałam szybko jakieś ciuchy. Za oknem była piękna pogoda więc nie brałam kurtki.
- Dzień dobry. - przywitałam się drżącym głosem. Właśnie sobie przypomniałam, że dzisiaj jest pierwsza sobota miesiąca co oznacza, że osoby zainteresowane adopcją mogą spędzić cały dzień z jednym z dzieci!
- Witaj, bardzo nam miło, że możemy Cię wreszcie poznać. Leć się przebrać, a my tutaj na ciebie poczekamy. - powiedziała kobieta z uśmiechem na twarzy.
Pobiegłam do pokoju, otworzyłam szafę i wybrałam szybko jakieś ciuchy. Za oknem była piękna pogoda więc nie brałam kurtki.
Pięć minut później już szliśmy do samochodu. Czekał tam jakiś chłopak. Wydawał mi się znajomy, ale nie mogłam sobie przypomnieć skąd mogę go znać!
- Cześć Amy! - popatrzyłam z zaskoczeniem - No weź, nie pamiętasz mnie? Nie pamiętasz tego małego chłopca, który wiecznie siedział sam w kącie? Nie pamiętasz jak jako jedyna ze wszystkich dzieci do mnie zagadałaś? Nie pamiętasz jak się zaprzyjaźniliśmy? - Nagle wszystko mi się rozjaśniło.
- O mój boże! Cam! Jak ja Cię dawno nie widziałam! Ile to czasu minęło od twojej adopcji? Trzy lata... Zmieniłeś się! - Wykrzyczałam jednym tchem. Jak mogłam nie poznać osoby, która mnie wspierała i zawsze stała po mojej stronie! Był dla mnie jak brat, kochałam go i kocham! - Nie mogę w to uwierzyć! To państwo Dallas Cię adoptowali?... - Nie zdążyłam już nic powiedzieć, bo Cameron podszedł do mnie i mocno przytulił!
Wsiedliśmy do samochodu i ruszyliśmy. Całą drogę przegadałam z Cameronem. Pomyśleć, że to już trzy lata...
- Amy, a co tam słychać w Domu Dziecka?- Ohh... Cam, ja...
- Tak jak się spodziewałem. Ci idioci dalej Cię dręczą?! Jak oni mogą, serca nie mają... - taaak... I wybuchł!
- Cameron uspokój się! - Zwrócił mu uwagę Pan Dallas.
- Cam, twój tata ma rację. Uspokój się, wszystko jest dobrze.
- Nic nie jest dobrze! Nie rozumiesz? Jak może być dobrze skoro dalej jesteś dręczona?
- Jest dobrze, bo jestem tu z tobą głupku... - powiedziałam ściszonym głosem, a Cameron nie odpowiedział tylko pocałował mnie w czoło.
Resztę drogi przebyliśmy w ciszy.
- No, jesteśmy. - powiedziała do nas mama Camerona.
- Jak tutaj jest pięknie! - wykrzyknęłam
- Prawda? - Dodała Pani Dallas.
- Ahh zróbmy kilka zdjęć! - Powiedział Cam i wyciągnął swojego polaroida.
Resztę dnia spędziliśmy chodząc po mieście. Było cudownie! Chciałabym przeżyć ten dzień jeszcze raz. Niestety to był już koniec naszej wycieczki i Dallasowie odwieźli mnie do Domu... Pożegnałam się ze wszystkimi i już miałam iść w stronę Domu gdy Cam chwycił mnie za rękę i przyciągnął do siebie.
- Nie pozwolę Ci znów odejść... - szepnął.
- Cam, ja zawsze będę przy tobie, pamiętaj. Możesz do mnie dzwonić.
- Wiem jak to jest z rozmowami w Domu Dziecka, nie pozwolą Ci rozmawiać długo... - Powiedział ze smutkiem w głosie.
- Ważne, że w ogóle pozwolą... - głos zaczął mi się łamać.
- Nie płacz księżniczko. Zobaczymy się już niebawem, obiecuję Ci to... - szepnął chłopak, pocałował mnie w głowę i jeszcze raz przytulił. Nie dałam rady dłużej powstrzymywać łez, rozpłakałam się jak małe dziecko.
- Kocham Cię Cam... - wyszeptałam.
- Ja Ciebie też Księżniczko. - powiedział i odszedł...
- Nie pozwolę Ci znów odejść... - szepnął.
- Cam, ja zawsze będę przy tobie, pamiętaj. Możesz do mnie dzwonić.
- Wiem jak to jest z rozmowami w Domu Dziecka, nie pozwolą Ci rozmawiać długo... - Powiedział ze smutkiem w głosie.
- Ważne, że w ogóle pozwolą... - głos zaczął mi się łamać.
- Nie płacz księżniczko. Zobaczymy się już niebawem, obiecuję Ci to... - szepnął chłopak, pocałował mnie w głowę i jeszcze raz przytulił. Nie dałam rady dłużej powstrzymywać łez, rozpłakałam się jak małe dziecko.
- Kocham Cię Cam... - wyszeptałam.
- Ja Ciebie też Księżniczko. - powiedział i odszedł...
Stałam na chodniku i obserwowałam odjeżdżające auto Camerona dopóki nie zniknęło za horyzontem i zapłakana weszłam do Domu...
~ ~ ~
środa, 10 lutego 2016
Drogi pamiętniczku... #prolog.
Nazywam się Amanda, ale wszyscy, do tej pory, mówią na mnie Amy.
Mam 26 lat i właśnie postanowiłam spisać w tym zwykłym zeszycie wydarzenia sprzed dziesięciu lat. Aktualnie siedzę na ganku mojego domku letniskowego nad Polskim Bałtykiem i obserwuję zachód słońca, jak zwykle piękny.
Ahh... Zapomniałabym! Urodziłam się w Polsce i mam polskie korzenie, ale moim domem jest zdecydowanie Walia. W końcu mam tam męża i córeczkę - Alice.
Pewnie wszyscy się zastanawiają co się stało te dziesięć lat temu.
Chodziłam wówczas do gimnazjum, byłam bardzo nieśmiała, wstydziłam nawet zgłosić sie do odpowiedzi w szkole. To było spowodowane głównie tym, że nie byłam lubiana wśród moich rówieśników, śmiali się ze mnie na każdym kroku, a ja byłam wtedy głupia i zamiast się im wszystkim postawić i powiedzieć "DOŚĆ", bardzo się tym wszystkim przejmowałam, płakałam po nocach, ale nikomu nie mówiłam o tym co się działo.
Gdy miałam 10 lat moi rodzice zginęli w wypadku samochodowym i zostałam na tym świecie całkiem sama, nie miałam babci czy dziadka którzy mogliby się mną zaopiekować, nie miałam nawet cioci, a o wujku nawet nie wspomnę. Trafiłam do domu dziecka co jeszcze bardziej pogorszyła moją sytuację w szkole. Do nikogo się nie odzywałam, zamknęłam się w sobie... Nawet psycholog mi nie pomógł.
Im starsza byłam tym bardziej czułam na sobie ciężar mojego życia, życia przepełnionego żalem, łzami i przemocą.
Pewnego dnia, a dokładnie w moje 15 urodziny, coś we mnie pękło. To było dziwne uczucie, nigdy czegoś takiego nie doznałam...
Przecież to była tylko piosenka... Tylko...
Mam 26 lat i właśnie postanowiłam spisać w tym zwykłym zeszycie wydarzenia sprzed dziesięciu lat. Aktualnie siedzę na ganku mojego domku letniskowego nad Polskim Bałtykiem i obserwuję zachód słońca, jak zwykle piękny.
Ahh... Zapomniałabym! Urodziłam się w Polsce i mam polskie korzenie, ale moim domem jest zdecydowanie Walia. W końcu mam tam męża i córeczkę - Alice.
Pewnie wszyscy się zastanawiają co się stało te dziesięć lat temu.
Chodziłam wówczas do gimnazjum, byłam bardzo nieśmiała, wstydziłam nawet zgłosić sie do odpowiedzi w szkole. To było spowodowane głównie tym, że nie byłam lubiana wśród moich rówieśników, śmiali się ze mnie na każdym kroku, a ja byłam wtedy głupia i zamiast się im wszystkim postawić i powiedzieć "DOŚĆ", bardzo się tym wszystkim przejmowałam, płakałam po nocach, ale nikomu nie mówiłam o tym co się działo.
Gdy miałam 10 lat moi rodzice zginęli w wypadku samochodowym i zostałam na tym świecie całkiem sama, nie miałam babci czy dziadka którzy mogliby się mną zaopiekować, nie miałam nawet cioci, a o wujku nawet nie wspomnę. Trafiłam do domu dziecka co jeszcze bardziej pogorszyła moją sytuację w szkole. Do nikogo się nie odzywałam, zamknęłam się w sobie... Nawet psycholog mi nie pomógł.
Im starsza byłam tym bardziej czułam na sobie ciężar mojego życia, życia przepełnionego żalem, łzami i przemocą.
Pewnego dnia, a dokładnie w moje 15 urodziny, coś we mnie pękło. To było dziwne uczucie, nigdy czegoś takiego nie doznałam...
Przecież to była tylko piosenka... Tylko...
~~~~~
To dopiero mała część mojej przygody.
Oczekujcie następnych już niebawem!
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)





