- I jak Panie Doktorze? Mogę zabrać syna? - Zapytała nerwowo mama blondyna
- Pani Lenehan, wiem jak bardzo ważna jest ta trasa zarówno dla Pani jak i dla Charliego, ale...
- Ale? - przerwał Leo
- Ale... Charlie nie powinien nadwyrężać tej złamanej ręki...
- Niech Pan posłucha... - wtrącił Charls
- Nie chłopcze, to Ty mnie posłuchaj - uśmiechnął się lekarz - Mimo to zdecydowałem, że wypuszczę Charliego ze szpitala! - dodał z entuzjazmem.
- Nawet nie wie Pan jak bardzo jesteśmy wdzięczni! - wszyscy zaczęli dziękować lekarzowi
- Chwileczkę, proszę mnie posłuchać do końca! Mam jeden warunek, mianowicie - zwrócił się do chłopaka - Charlie, będziesz bardzo uważał na rękę, zwłaszcza na tych całych m&g, zrozumiano? - powiedział z udawaną powagą
- Oczywiście! - zasalutował blondyn i wszyscy wybuchnęli śmiechem.
- Przepraszam? - rozległ się cichy głos Amy - A kiedy ja mogę wyjść że szpitala? - zapytała.
- Och właśnie, Amando mam tutaj coś z czego zapewne się ucieszysz - lekarz wręczył Amy kopertę z jej imieniem, nazwiskiem i datą...
- Co to? - zapytałem
- Wypis, Amanda dzisiaj opuszcza szpital. - powiedział dumnie lekarz, a na twarzy Amy pojawił się uśmiech - No moi drodzy, na co czekacie? Pakujcie swoje rzeczy i do domu! - dodał Pan Doktor i wyszedł z sali.
Jeszcze chwilę siedzieliśmy w milczeniu i wymienialiśmy spojrzenia, ciężko mi było rozstać się z chłopakami po tak długim czasie, już nie wspomnę o Amy... Bardzo dobrze dogadywała się z Charliem, może dlatego że spędzali ze sobą ostatnio 24 godziny na dobę. Byłem pod wrażeniem bo nigdy nie kończyły im się tematy do rozmów!
Atmosfera była przygnębiająca, z jednej strony wszyscy cieszyli się ze wreszcie opuszczą szpital, ale z drugiej tak bardzo chcieli jeszcze zostać... Znałem Amy nie od dziś i potrafiłem dostrzec w jej oczach co czuje, w tamtym momencie widziałem ogromny smutek i cierpienie, chyba nie tylko ja je wtedy dostrzegłem...

- Amy, proszę uśmiechnij się, nie mogę patrzeć jak się smucisz... - powiedział Charlie
- Ale jak mam się nie smucić skoro już więcej Was nie zobaczę? - zwróciła się do chłopców
- Jak to nas więcej nie zobaczysz? Przecież będziemy się widywać księżniczko, a jeśli nie uda nam się zobaczyć to zawsze możemy pisać. - dodał blondyn podając Amy karteczkę ze swoim numerem telefonu
- Dziękuję Charlie, tobie też dziękuję Leo - dziewczyna uśmiechnęła się i przytuliła chłopców, następnie wróciła do pakowania swoich rzeczy.
- Cameron - tym razem blondyn zwrócił się do mnie - Opiekuj się nią, jest wspaniałą dziewczyną, nie zasługuje na to by ktoś ją skrzywdził - powiedział cicho.
- Nie pozwolę nikomu jej skrzywdzić, możesz być spokojny - odpowiedziałem i spojrzałem na moją siostrę, a następnie pożegnałem się z chłopakami.
Wszystko zostało spakowane, wyszliśmy przed szpital, z oczu Amy polały się łzy...
- Nie płacz słońce, mam...
- Ekhm... - chrząknął Leo
- To znaczy MAMY coś dla Ciebie - powiedział zawstydzony chłopak i wręczył Amandzie wejściówki za kulisy na ich koncert.
- Dziękuję Wam bardzo, ale nie mogę tego przyjąć...
- Nie chcę tego słyszeć, bierz i nie marudź - zaśmiał się Leo
- No dobrze, jeszcze raz bardzo Wam dziękuję - odpowiedziała Amy i mocno przytuliła chłopców.
- Leo! Charlie! Musimy już jechać! - zawołała mama Leondre
- Do zobaczenia księżniczko, trzymaj się - powiedział blondyn i poszedł w stronę auta. Leo wesoło pomachał i odjechali.
- Na nas już pora - powiedziała spokojnie mama - Wsiadajcie.
Bez słowa udaliśmy się do samochodu i ruszyliśmy w stronę domu.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz