poniedziałek, 29 sierpnia 2016

Drogi Pamiętniczku... #8

Ostatnie dni bardzo mi się dłużyły, spotykałam się z przyjaciółmi Cama i jeszcze kilka razy wpadłam na Alexa, wymieniliśmy się numerami obiecując sobie, że umówimy się do kina czy coś w tym stylu... Jednak mój telefon wciąż milczał.
Pewnego słonecznego dnia, po przebudzeniu i ogarnięciu się stwierdziłam, że nie zamierzam czekać w nieskończoność i sama zaproponuję spotkanie...
~Ale czy nie wyjdę na łatwą? ~ zastanawiałam się ~ Może lepiej zapytam Camerona co o tym sądzi...
Wyszłam ze swojego pokoju i skierowałam się w stronę drzwi w głębi korytarza.
- Cameron! Otwórz! - dobijałam się ~ Pewnie ma słuchawki...
Z hukiem weszłam do pokoju brata aż się mnie przestraszył, byłam z siebie dumna.
- Jezu Amy! Nie mogłaś zapukać? - zapytał trzymając się za serce.
- Pukałam głupku, ale Ty oczywiście słuchałeś sobie muzyki na słuchawkach to jak mogłeś słyszeć! - wykrzyczałam z udawanymi pretensjami - No, ale mniejsza o to... Chcę pogadać...
- Dzieci to bocian przynisci! - krzyknął unosząc ręce w geście obronnym, zaczęłam się głośno śmiać, po chwili dołączył do mnie Cameron - Dobra, a tak poważnie. O co chodzi siostra? - powiedział gdy już się uspokoiliśmy.
- No bo wiesz, kilka dni temu na spacerze wpadł na mnie taki chłopak z sąsiedztwa, miał na imię Alex. Przez te ostatnie dni jeszcze kilka razy na siebie wpadliśmy, wymieniliśmy się numerami i on obiecał że napisze a dalej się nie odzywa... - wydusiłam z siebie.
- W czym tkwi problem moja droga? - powiedział mój brat przybierając pozę poważnego psychologa, zaśmiałam się na ten widok.
- Chodzi o to... Czy jeśli napiszę do niego pierwsza to wyjdę na łatwą? - zapytałam nieśmiale.
- No wiesz, to zależy co napiszesz, jeśli tak po prostu zaczniesz normalną rozmowę to nie, ale jeśli napiszesz mu coś typu "Hej Alex, wiesz co? Dużo o tobie myślałam i w ogóle. Będziemy razem?" to jak najbardziej. - po tym słowach oboje zaczęliśmy się śmiać - Mam nadzieję, że pomogłem.
- Taa i to jak... - powiedziałam przewracając oczami.
- Oj Amy, przepraszam, ale nie znam się na tym i nie wiem jak Ci pomóc... - zrobił minę zbitego psa - Na twoim miejscu to poradziłbym się LOX! - tak mówiliśmy na Mahogany.
- Okej, Okej... Dzięki. - powiedziałam o czym wyszłam z pokoju brata i udałam się do siebie.
Przebrałam się w coś bardziej wyjściowego i poszłam do parku.
Standardowo w drodze do parku słuchałam swojej ulubionej playlisty
Standardowo w drodze do parku słuchałam swojej ulubionej playlisty.
Nagle w oddali zobaczyłam znajomą czarną czuprynę.
- Alex! - zaczęłam wołać, ale chłopak nie reagował... Zaczęłam biec. Po chwili dogoniłam bruneta i chwyciłam go za ramię odwracając w moją stronę.
- Hej Alex. - usmiechnęłam się uroczo.
- O hej gwiazdo, nie zauważyłem Cię. - odwzajemnił uśmiech - Co tam? Dokąd zmierzasz?
- Idę na spacer do parku, a Ty dokąd tak pędzisz? - odparłam zadowolona.
- W sumie to sam nie wiem... Wyszedłem powłuczyć się bez celu... - powiedział trochę zmieszany.
- Często spacerowałam bez celu jak jeszcze byłam w Domu Dziecka... - posmutniałam.
- Dlaczego? - zapytał z troską.
- Długo by opowiadać...
- Mamy czas. - uśmiechnął się.
- No dobrze... - opowiedziałam mu przez co przechodziłam nie mieszkając jeszcze i Dallasów, był zszokowany.
- Amy... Nie wiem co powiedzieć, tak mi przykro... - mówiąc to objął mnie mocno.
Długo siedzieliśmy wtuleni w siebie i nie odzywaliśmy się
Długo siedzieliśmy wtuleni w siebie i nie odzywaliśmy się... Jak on pięknie pachniał.
Ciszę rozdarł dźwięk telefonu Alexa.
- Halo? - odebrał.
- ... 
- No dobrze, już wracam... Cześć. - rozłączył się po czym skierował wzrok na mnie. - Przepraszam Cię Amy, dzwoniła moja mama... Prosiła żebym już wracał... - posmutniał.
- Dobrze, szkoda... Cieszę się że mogłam Ci to opowiedzieć. - uśmiechnęłam się smutno.
- Ja też się cieszę, chodź odprowadzę Cię do domu. - uśmiechnął się szczerze. Chyba nigdy w życiu nie widziałam tak szczerego uśmiechu.
Ruszyliśmy w stronę domu cały czas rozmawiając i śmiejąc się.

Drogi Pamiętniczku... #7

Pierwszą rzeczą jaką zrobiłam po przebudzeniu było sprawdzenie telefonu, to chyba oczywiste. 
Miałam trzy nowe wiadomości.
Od Charlie x:
Amy, wreszcie się odezwałaś! Martwiłem się o Ciebie! 
Czuję się dobrze, chociaż bardzo mi Ciebie brakuje 😢 Jak tam twoje nowe życie?
~Słodziak z niego ~ pomyślałam i zabrałam się za czytanie kolejnych wiadomości.
Od Charlie x:
Leo poprosił mnie o twój numer, podałem mu go... Mam nadzieję, że nie masz nic przeciwko 😇
Od Nieznany:
Hej Amy, tu Leo.
Piszę żebyś wiedziała tak na zaś.
xx
Stwierdziłam, że muszę im od razu odpisać.
Do Charlie x:
To miłe, że się o mnie martwiłeś 😄 Nie pisałam tak długo bo ostatnio dużo się działo, wczoraj na przykład poznałam przyjaciół Camerona, z którymi tworzy Magcon, bardzo mili 😁 Cały dzień oprowadzali mnie po mieście, świetnie się bawiliśmy!
Wiesz, już nie mogę się doczekać koncertu, mam nadzieję, że Ty też 😜
xx
Do Leo x:
Hej Leo, cieszę się, że napisałeś! 
Mam nadzieję, że udały Wam się pierwsze koncerty i spotkania z fanami 😄
Pilnuj Charliego, trochę się martwię 😯
Udanej trasy!
xx
Wysłałam dwie wiadomości, trochę dziwnie mi było tak po prostu pisać do moich idoli... Może to dlatego moje SMS-y wydawały się takie sztywne.
Swój dzień jak zwykle rozpoczęłam od porannej toalety. Na zewnątrz było chłodno więc postawiłam na taki zestaw:
 Na zewnątrz było chłodno więc postawiłam na taki zestaw:
Ubrana i wymalowana zeszłam na śniadanie. Dzisiaj w domu byłam tylko ja i Cam, rodzice pracowali. 
Gdy zjadłam oznajmiłam bratu, że wychodzę i nie wiem kiedy wrócę.
- Okay tylko uważaj na siebie młoda - powiedział i puścił mi oczko. 
Zaśmiałam się, zgarnęłam z blatu torebkę i telefon i wyszłam z domu. Wsadziłam słuchawki do uszu i dałam się ponieść mojej ulubionej składance. 
Gdy tak szłam nucąc sobie jedną z piosenek mojego ulubionego zespołu 5 Second Of Summer, poczułam uderzenie i chwilę potem leżałam już na chodniku...
- Nic Ci nie jest? - usłyszałam ciepły męski głos
- N...nie, wszystko okay... - odpowiedziałam otrzepując się
- Bardzo Cię przepraszam, nie zauważyłem że idziesz. - tłumaczył się zawstydzony chłopak - Tak właściwie to jestem Alex.
- Amy, miło mi - podałam brunetowi rękę
- Jeszcze raz bardzo Cię przepraszam Amy...
- Nie szkodzi, naprawdę Alex, nic się nie stało. - powiedziałam zadowolona
- Nigdy wcześniej Cię tutaj nie widziałem...
- Nic dziwnego, dwa dni temu wprowadziłam się do domu niedaleko.
- Nie widziałem w okolicy żadnych domów na sprzedaż. - powiedział zdziwiony
- Emm... No bo ja wprowadziłam się do Państwa Dallas... Adoptowali mnie... - odpowiedziałam zawstydzona
- O, czyli to Ty jesteś tą słynną siostrą Camerona!
- Tak, to ja... Ale czekaj, jak to słynną?
- No wszyscy w okolicy o tobie mówią, podobno miałaś jakiś wypadek i ogólnie dużo przeszłaś. Nie żebym się wtrącał czy coś... - powiedział zmieszany chłopak.
- No tak, racja... - posmutniałam
- Ale hej, mieszkasz i Dallasów! To serio świetna rodzina, wszyscy ich tutaj uwielbiamy!
- Fakt, są wspaniali. - rozpromieniłam się.
- Przepraszam Cię, ale muszę już lecieć, mam nadzieję że jeszcze się zobaczymy Amy. - posłał mi uśmiech.
- Również mam taką nadzieję Alex.
- To do zobaczenia! - pożegnał się chłopak 
- Tak, do zobaczenia... - odpowiedziałam.
Ruszyliśmy każdy w swoją stronę.
Jeszcze długą chwilę szłam i rozmyślałam o Alexie, wydawał się bardzo miły... Uśmiechałam się sama do siebie.
Nagle poczułam wibracje w tylnej kieszeni spodni. SMS od Charliego...
Od Charlie x:
Widzę, że się nie nudzisz księżniczko 😄 Cieszy mnie to 😇
Również nie mogę się doczekać koncertu, a jeszcze bardziej nie mogę doczekać się gdy znów Cię zobaczę 😶😘 Muszę kończyć, zaraz wychodzimy na scenę! 
xx
~To było takie kochane...~ pomyślałam i czułam jak cała oblewam się rumieńcem. Jak ten Charlie to robił! Nie dziwiłam się, że tyle dziewczyn go kocha, bo ja sama zaczynałam coś do niego czuć...

Drogi Pamiętniczku... #6

Obudziły mnie promienie słońca muskające moją twarz. Rozpoczął się pierwszy dzień mojego nowego życia.
- Wstawaj śpiochu!! - wydarł się Cameron i rzucił się na mnie
- Nie śpię idioto! - wrzasnęłam, ale chłopak nie zważając na to zaczął mnie łaskotać - Cam, przestań! Cam! Proszę Cię przestań! - krzyczałam, płakałam i śmiałam się jednocześnie.
- Okej, okej tylko przestań mi wbijać paznokcie w plecy! To boli! - powiedział z udawnym przejęciem.
- Nie moja wina - powiedziałam ocierając łzy. 
- Okej młoda, wyszykuj się i zejdź na śniadanie. - powiedział pogodnie Cameron wychodząc z mojego pokoju.
Poszłam do garderoby i wyciągnęłam zestaw ubrań, który bardzo mi się spodobał po czym poszłam dp łazienki wziąć szybki prysznic i się umalować.
Poszłam do garderoby i wyciągnęłam zestaw ubrań, który bardzo mi się spodobał po czym poszłam S łazienki wziąć szybki prysznic i się umalować
Zeszłam do kuchni.
- Dzień dobry. - powiedziałam rozpromieniona
- O dzień dobry skarbie, jak się spało?
- Bardzo dobrze, dziękuję... mamo.
Na to słowo mama stanęła jak wryta, wyglądała jakby co najmniej zobaczyła ducha...
- Powiedziałaś... Do... Mnie... Mamo - stała i wpatrywała się we mnie z niedowierzaniem - Nie spodziewałam się tego tak szybko, wybacz mi tą reakcję, ale po prostu mnie zaskoczyłaś.
- Rozumiem, w sumie to sama się nie spodziewałam, że będę w stanie tak szybko wypowiadać te słowa. - odpowiedziałam z uśmiechem i zabrałam się za jedzenie.
Gdy talerze były już puste Postanowiłam pomóc mamie i pozmywać, nieźle musiała się narobić przy dwóch facetach w domu więc teraz pora na relaks!
- Amy nie musisz, poradzę sobie - powiedziała z troską 
- Wiem, że nie muszę ale chcę - nie musiałam długo nalegać.
Gdy skończyłam poszłam do salonu do Camerona
- Co robisz? - zapytałam
- Zabieram Cię 
- Dokąd? 
- Chcę Cię komuś przedstawić - powiedział z dumą i pociągnął mnie w stronę drzwi.
Szliśmy w milczeniu dłuższą chwilę, podziwiałam piękne widoki i domy na przedmieściach... Było pięknie!
- Cam? - przerwałam ciszę 
- Co jest siostrzyczko?
- Powiesz mi dokąd idziemy?
- Niespodzianka - powiedział z uśmiechem - Napewno Ci się spodoba. - zapewnił mnie
- Eh... Niech będzie - powiedziałam zrezygnowana.
Po kilku minutach dotarliśmy pod piękną bramę opuszczonego parku. Cameron puścił mnie przodem, po czym szybko mnie dogonił. Szliśmy ramię w ramię, park był piękny, ale wyraźnie widać było że dawno nikt o niego nie dbał. Przyznam, że trochę się bałam, zwłaszcza gdy usłyszałam przed nami jakieś szmery.
- Jesteś pewien, że tutaj jest bezpiecznie? - zapytałam cicho drżącym głosem.
- Tak, chodźmy - odpowiedział pewnie chłopak i pociągnął mnie za sobą.
Szliśmy zarośniętą ścieżką, w pewnych momentach nie dałam rady zrobić kroku, bo chaszcze były zbyt wysokie, wtedy Cameron brał mnie na ręce i przenosił na drugą stronę. 
W końcu dotarliśmy na piękną, bardzo zadbaną polanę... Chociaż nie jestem pewna czy można to nazwać polaną... W każdym razie to miejsce w najmniejszym stopniu nie przypominało tego zarośniętego parku. W pewnym momencie ujrzałam kilka osób siedzących na środku placu...
- Hej wam! Jesteśmy! - zawołał Van
- No wreszcie, ile można! - przywitał się z nim jakiś chłopak, miał piękne oczy...
- Chciałem Wam kogoś przedstawić... To jest Amy, moja siostra - powiedział obejmując mnie jedną ręką.
- Cześć... - przywitałam się nieśmiało
- Amy poznaj, to są, po kolei, Nash, Matthew, Hayes, Aaron, Jack, Shawn, Jack, Carter, Taylor i Mahogany, to razem z nimi tworzę Magcon.
Przywitałam się z każdym, byli bardzo mili i ciepło mnie przyjęli.
- Cameron dużo o tobie opowiadał. - powiedziała Mahogany z uśmiechem 
- Och, a co takiego mówił? - zapytałam z zainteresowaniem
- Długo by opowiadać, ale zapewniam Cię, że były to same pozytywne rzeczy. - wtrącił Matthew
- Bardzo cieszymy się, że wreszcie możemy poznać tak ważną dla Camerona osobę. - powiedział jeden z Jacków, blondyn.
- Ja również cieszę się, że mogę poznać przyjaciół mojego brata. - odparłam.
- Okay, skoro już się poznaliście to... Co robimy? - zapytał Cam
- No właśnie... - odpowiedzieli chórem Taylor i Aaron po czym wybuchnęli śmiechem.
- Może... - zaczęła Mahogany - pokażemy naszej małej Amy miasto! - powiedziała tuląc mnie.
- Nie głupi pomysł! - powiedział Hayes.
- Przeugotuj się na wyprawę życia! - wykrzyknął Cameron po czym porwał mnie i posadził na swoich ramionach - W drogę załogo!
Cały dzień spędziliśmy na mieście, po drodze wstąpiliśmy do restauracji coś przekąsić i ruszyliśmy dalej.
Dzień minął mi bardzo przyjemnie, zazdroszczę Cameronowi takich wspaniałych przyjaciół, przy nich nie można się nudzić, zawsze wymyślą coś śmiesznego!
Do domu wróciliśmy późnym wieczorem, brzuch mnie bolał od ciągłego śmiechu!
- Jak się bawiliście? - dobiegł nas głos mamy z kuchni
- Było świetnie! Poznałam przyjaciół Camerona i oprowadzili mnie po caaałym mieście! - powiedziałam na jednym wdechu
- Cieszę się, że Ci się podobało, a teraz siadajcie, zrobię Wam coś do jedzenia. - rozkazała delikatnym głosem mama.
Po kolacji udałam się do swojego pokoju, wyjęłam piżamę i poszłam do łazienki.
Gdy już wyszłam postanowiłam, że jeszcze zanim pójdę spać napiszę do Charliego
Gdy już wyszłam postanowiłam, że jeszcze zanim pójdę spać napiszę do Charliego.
Do Charls x:
Hej Charlie, to ja, Amy. 
Jak się czujesz? 
Odpisz jak znajdziesz chwilkę.
Nacisnęłam "wyślij", odłożyłam telefon na szafkę obok łóżka i poszłam spać.

wtorek, 16 sierpnia 2016

Drogi Pamiętniczku.. #5

Po kilkunastu minutach jazdy dotarliśmy na miejsce. Ten dom był ogromny i... Wow aż odebrało mi mowę na jego widok! Stałam tak dobra kilka minut i wpatrywałam się w ten piękny budynek, który od tamtej pory miał być do mojej dyspozycji.
Cameron wziął moją torbę i otworzył furtkę wpuszczając mnie ma posesję
Cameron wziął moją torbę i otworzył furtkę wpuszczając mnie ma posesję. - Piękny macie dom... - powiedziałam z zachwytem - Chciałaś powiedzieć mamy - poprawił mnie Cam - Ach... No tak, racja. Wybacz, jeszcze nie przywykłam do tego, że jesteśmy rodziną... - uśmiechnęłam się zawstydzona - Nie przejmuj się, Cameron też nie od razu zaczął traktować nas jak rodzinę, to normalne. - wtrącił Pan Dallas... To znaczy tata. Uśmiechnęłam się i ruszyłam w stronę drzwi wejściowych, otworzyłam je i moim oczom ukazał się piękny korytarz, z którego można było przejść do salonu. Na wprost mnie stały wysokie drewniane schody prowadzące na piętro, tam też prowadził mnie Cameron. - Chodź Amy, pokażę Ci twój pokój! - powiedział podekscytowany. "Twój pokój" jak to wspaniale brzmi! W Domu Dziecka mieszkaliśmy po pięć osób w pokoju, było wystarczająco dużo miejsca dla każdego więc nie szło narzekać. No chyba że na towarzystwo... Tutaj mogłabym podyskutować... No ale było minęło, zaczynałam właśnie nowy okres w moim życiu! Zatrzymaliśmy się przed białymi drzwiami. - Gotowa? - Jak nigdy! - odparłam, a Cameron otworzył drzwi i wpuścił mnie do MOJEGO POKOJU. Był piękny! Dokładnie taki o jakim marzyłam!
Wszystkie moje rzeczy z domu dziecka zostały już tutaj przywiezione, książki poukładane na półkach, zdjęcia powieszone na ścianie, ubrania
Wszystkie moje rzeczy z domu dziecka zostały już tutaj przywiezione, książki poukładane na półkach, zdjęcia powieszone na ścianie, ubrania... zaraz a ubrania? - Cam, gdzie są moje ubrania? - zapytałam trochę wystraszona - Oddaliśmy je biednym. - odpowiedział chłopak jakby to było całkiem normalne - Ale jak to oddaliście?! W czym ja teraz będę chodzić? - wybuchłam i wyraźnie przestraszyłam Camerona - przepraszam, nie powinnam była krzyczeć - powiedziałam już dużo spokojniej - ale zrozum to były moje rzeczy i no... trochę się zdenerwowałam... - Amy, ja to doskonale rozumiem, ale jeszcze nie zobaczyłaś wszystkiego - powiedział z uśmiechem Cam i pokierował mnie do pierwszych drzwi w moim pokoju, jak się okazało prowadziły one do pięknej, jasnej łazienki.
- Amy, ja to doskonale rozumiem, ale jeszcze nie zobaczyłaś wszystkiego - powiedział z uśmiechem Cam i pokierował mnie do pierwszych drzwi w moim pokoju, jak się okazało prowadziły one do pięknej, jasnej łazienki
Gdy już się na nią napatrzyłam, Cameron zaprowadził mnie do drugich drzwi, ale zanim pozwolił mi tam wejść założył mi opaskę na oczy. Powoli wprowadził mnie do pomieszczenia... - Okay Amy, gotowa? - zapytał - Nie... - odpowiedziałam Chłopak zdjął opaskę z moich oczu. - Niespodzianka! Mam nadzieję że Ci się podoba. Właśnie stałam na środku pięknej i wielkiej garderoby! Nigdy nie widziałam tylu ubrań na raz i to nowych ubrań!
- Mój Boże, jest cudownie! - wykrzyknęłam- Wystarczy Cameron i na raz się cieszę że Ci się podoba - zaśmiał się mój brat
- Mój Boże, jest cudownie! - wykrzyknęłam - Wystarczy Cameron i na raz się cieszę że Ci się podoba - zaśmiał się mój brat. Wypakowałam resztę rzeczy i jeszcze chwilę popodziwiałam mój pokój, a następnie zeszłam na kolację. - I jak? Może być? - zapytała mnie mama - Jest idealnie! - wykrzyknęłam - Haha, cieszymy się że Ci się podoba - powiedział tata - teraz siadajcie i jedzcie, po kolacji Cameron pokaże Ci resztę domu. No to co? Witamy w domu Amy!
Tak zaczęło się moje "nowe życie", które jak się okazało szykowało dla mnie jeszcze nie jedną niespodziankę!

niedziela, 14 sierpnia 2016

Drogi Pamiętniczku... #4

Mijały kolejne dni, Amy czuła się dużo lepiej, Charlie również... Za dwa dni chłopcy mieli ruszać w trasę, ale nie wiedzieli czy lekarz pozwoli Charlsowi opuścić szpital.

- I jak Panie Doktorze? Mogę zabrać syna? - Zapytała nerwowo mama blondyna
- Pani Lenehan, wiem jak bardzo ważna jest ta trasa zarówno dla Pani jak i dla Charliego, ale...
- Ale? - przerwał Leo
- Ale... Charlie nie powinien nadwyrężać tej złamanej ręki...
- Niech Pan posłucha... - wtrącił Charls
- Nie chłopcze, to Ty mnie posłuchaj - uśmiechnął się lekarz - Mimo to zdecydowałem, że wypuszczę Charliego ze szpitala! - dodał z entuzjazmem.
- Nawet nie wie Pan jak bardzo jesteśmy wdzięczni! - wszyscy zaczęli dziękować lekarzowi
- Chwileczkę, proszę mnie posłuchać do końca! Mam jeden warunek, mianowicie - zwrócił się do chłopaka - Charlie, będziesz bardzo uważał na rękę, zwłaszcza na tych całych m&g, zrozumiano? - powiedział z udawaną powagą
- Oczywiście! - zasalutował blondyn i wszyscy wybuchnęli śmiechem.
- Przepraszam? - rozległ się cichy głos Amy - A kiedy ja mogę wyjść że szpitala? - zapytała.




- Och właśnie, Amando mam tutaj coś z czego zapewne się ucieszysz - lekarz wręczył Amy kopertę z jej imieniem, nazwiskiem i datą...
- Co to? - zapytałem
- Wypis, Amanda dzisiaj opuszcza szpital. - powiedział dumnie lekarz, a na twarzy Amy pojawił się uśmiech - No moi drodzy, na co czekacie? Pakujcie swoje rzeczy i do domu! - dodał Pan Doktor i wyszedł z sali.
Jeszcze chwilę siedzieliśmy w milczeniu i wymienialiśmy spojrzenia, ciężko mi było rozstać się z chłopakami po tak długim czasie, już nie wspomnę o Amy... Bardzo dobrze dogadywała się z Charliem, może dlatego że spędzali ze sobą ostatnio 24 godziny na dobę. Byłem pod wrażeniem bo nigdy nie kończyły im się tematy do rozmów!
Atmosfera była przygnębiająca, z jednej strony wszyscy cieszyli się ze wreszcie opuszczą szpital, ale z drugiej tak bardzo chcieli jeszcze zostać... Znałem Amy nie od dziś i potrafiłem dostrzec w jej oczach co czuje, w tamtym momencie widziałem ogromny smutek i cierpienie, chyba nie tylko ja je wtedy dostrzegłem...


              


- Amy, proszę uśmiechnij się, nie mogę patrzeć jak się smucisz... - powiedział Charlie
- Ale jak mam się nie smucić skoro już więcej Was nie zobaczę? - zwróciła się do chłopców
- Jak to nas więcej nie zobaczysz? Przecież będziemy się widywać księżniczko, a jeśli nie uda nam się zobaczyć to zawsze możemy pisać. - dodał blondyn podając Amy karteczkę ze swoim numerem telefonu
- Dziękuję Charlie, tobie też dziękuję Leo - dziewczyna uśmiechnęła się i przytuliła chłopców, następnie wróciła do pakowania swoich rzeczy.
- Cameron - tym razem blondyn zwrócił się do mnie - Opiekuj się nią, jest wspaniałą dziewczyną, nie zasługuje na to by ktoś ją skrzywdził - powiedział cicho.
- Nie pozwolę nikomu jej skrzywdzić, możesz być spokojny - odpowiedziałem i spojrzałem na moją siostrę, a następnie pożegnałem się z chłopakami.
Wszystko zostało spakowane, wyszliśmy przed szpital, z oczu Amy polały się łzy...
- Nie płacz słońce, mam...
- Ekhm... - chrząknął Leo
- To znaczy MAMY coś dla Ciebie - powiedział zawstydzony chłopak i wręczył Amandzie wejściówki za kulisy na ich koncert.
- Dziękuję Wam bardzo, ale nie mogę tego przyjąć...
- Nie chcę tego słyszeć, bierz i nie marudź - zaśmiał się Leo
- No dobrze, jeszcze raz bardzo Wam dziękuję - odpowiedziała Amy i mocno przytuliła chłopców.
- Leo! Charlie! Musimy już jechać! - zawołała mama Leondre
- Do zobaczenia księżniczko, trzymaj się - powiedział blondyn i poszedł w stronę auta. Leo wesoło pomachał i odjechali.
- Na nas już pora - powiedziała spokojnie mama - Wsiadajcie.
Bez słowa udaliśmy się do samochodu i ruszyliśmy w stronę domu.

czwartek, 24 marca 2016

Drogi pamiętniczku... #3

...więc oficjalnie staliśmy się rodziną.

Mijały kolejne dni, a moja kochana siostra wciąż spała. Nie mogłem nic zrobić, było mi bardzo ciężko. Rodzice codziennie przywozili mnie i odbierali ze szpitala. Byłem im bardzo wdzięczny za wparcie jakie w nich mam. Razem z Amy na sali leżał jakiś chłopak, do którego codziennie przychodził chyba brat, ale nie byłem tego pewien. Raz gdy lekarz wyprosił nas obu na korytarz stwierdziłem, że podejdę i zagadam do tego chłopca.
- Cześć, jestem Cameron - powiedziałem
- Emm, no cześć, jestem Leondre, ale znajomi mówią mi Leo - powiedział z uśmiechem
- Miło mi Cię poznać Leo. Ten chłopak na sali to twój brat? 

- Nie, to mój przyjaciel, poznaliśmy się przez Fecebook'a i założyliśmy duet. On śpiewa, a ja rapuje. - odpowiedział z dumą Leo
- Tak codziennie u niego jesteś, że pomyślałem że to twój brat. Chociaż nie do końca byłem o tym przekonany, bo nie jesteście do siebie podobni.
- Wiesz, rodzeństwo nie zawsze jest do siebie podobne. A ta dziewczyna?
- Ta dziewczyna ma na imię Amanda, w skrócie Amy i od kilku dni jesteśmy rodzeństwem. Moi rodzice nas adoptowali, tylko że mnie kilka lat temu, a ją za moją namową kilka dni temu.
- Wow to bardzo miłe z twojej strony. A co się jej stało? Dlaczego trafiła do szpitala? - hmm... bardzo ciekawski z niego chłopak.
- Kilka dni temu miała wypadek. Lekarze mówią, że cudem przeżyła. Bałem się o nią...

- Rozumiem. Wiesz co? Dziwny zbieg okoliczności, bo Charlie też kilka dni temu uczestniczył w wypadku.
Dopiero teraz zacząłem kojarzyć fakty. Gdy byłem na miejscu wypadku przy Amy leżał jeszcze jakiś chłopak... Z tego co widziałem był blondynem, tak jak przyjaciel Leo. Czy to może znaczyć, że on stał się ofiarą tego samego wypadku co Amy? To było bardzo prawdopodobne. 

- Cameron... - z zamyślenia wyrwał mnie głos lekarza
- Tak? Przepraszam zamyśliłem się. Coś się stało?

- Amanda się obudziła, możesz do niej zajrzeć, ale nie męcz jej. Jest bardzo słaba. A co do ciebie Leondre... - reszty już nie słyszałem, bo poszedłem do mojej kochanej siostry.
- Amy? Kochanie jak się czujesz? - zapytałem
- K-kim ty jesteś? - o nie, czy ona mnie nie pamięta?
- Przecież to ja, Cameron, twój przyjaciel. Moi rodzice Cię adoptowali i od kilku dni jesteśmy rodziną, tak jak zawsze chciałaś. - powiedziałem ze łzami w oczach - czy ty mnie na prawdę nie pamiętasz? Amy...
- Przykro mi, ale nic sobie nie przypominam... Tak właściwie to co się stało?
- Przed kilkoma dniami miałaś wypadek, potrącił Cię samochód.
- Ah, coś sobie przypomniałam...
- Co? Co sobie przypomniałaś?
- Pamiętam, że biegłam i słuchałam piosenki takiego duetu... Bars... Bars and Melody? - Kątem oka zauważyłem, że Leo wraz z Charliem spojrzeli na Amy i dziwnie się uśmiechnęli... - a potem wbiegłam na skrzyżowanie i nie zauważyłam pędzącego samochodu, ale ktoś jeszcze tam był... Jakiś chłopak... Chciał mnie odepchnąć, ale chyba mu się nie udało... Tak sądzę...
- Masz rację, nie udało mi się - wtrącił blondyn, a Amy szybko skierowała na niego wzrok - Cześć, jestem Charlie... Charlie Lenechan, a to mój przyjaciel Leondre Devries. 
- Em, cześć jestem Amanda...
- Dallas - powiedziałem z uśmiechem
- Taak, Amanda Dallas. Miło mi Was poznać. - uśmiechnęła się
- Nam również jest miło ciebie poznać - uśmiechnął się blondyn. Spojrzałem na Amy, zarumieniła się na słowa Charliego.
- Charls, za dwa tygodnie wyruszamy w trasę! Wyzdrowiejesz do tej pory? - zapytał Leo
- Miejmy nadzieję, ale teraz o tym nie mówmy okej? 
- No spoko.
- W trasę? Śpiewacie? - zapytała zaciekawiona Amanda
- No można tak powiedzieć. - zaczął brunet - Razem z Charliem założyliśmy duet, on śpiewa, a ja rapuje. 
- O, bardzo fajnie - powiedziała zafascynowana Amy - jak się nazywacie?
- Bars & Melody - powiedzieli chórem chłopcy
- B-Bars and Melody?! Cz- czy ja dobrze usłyszałam? Jesteście Bars&Melody?
- Owszem. - uśmiechnął się blondyn
- Nie mogę w to uwierzyć! To na prawdę wy! 
- Uwierz w to królewno. Opowiesz nam co się stało przed wypadkiem? Widziałem Cię, biegłaś cała zapłakana. - powiedział z troską w głosie Charlie
- Em, sama nie wiem, nie za dobrze pamiętam to co się stało przed wypadkiem. Wiem tyle, że byłam w domu dziecka całkiem sama, nikt mnie nie lubił i wszyscy mi dokuczali. Nienawidzili mnie... Ale przypomina mi się jakiś chłopak, on był dla mnie największym wsparciem. Tylko jak on miał...
- Cameron skarbie, ten chłopak miał na imię Cameron, ten chłopak to ja - powiedziałem z trudem powstrzymując płacz. Cholera jaki ja byłem wrażliwy.
- Cameron... Teraz pamiętam... Jesteś najlepszym co mnie w życiu spotkało... Jesteś moim najukochańszym starszym bratem, kocham Cię. - oboje nie wytrzymaliśmy i wybuchnęliśmy płaczem.


Przytuliłem Amy.
- Też Cię kocham siostrzyczko - szepnąłem.
Kątem oka widziałem jak Charlie i Leo się w nas wpatrują z wielkimi uśmiechami na twarzach.
- Dziękuję. - powiedziałem bezgłośnie do chłopców, a oni tylko przybili sobie zadowoleni piątkę.


Uśmiechnąłem się głupio i odsunąłem od siebie Amy żeby otrzeć łzy. Dziewczyna zrobiła to samo i zwróciła się do chłopaków. 
- Opowiedzcie mi o sobie. - poprosiła
- Dobrze, pod warunkiem, że ty opowiesz nam o sobie. - odpowiedział z uśmiechem Leo. Czułem się trochę jak piąte koło u wozu. Charlie chyba to zauważył...
- Cam dołącz do nas. Też chcemy się czegoś o tobie dowiedzieć. - uśmiechnąłem się do siebie i przysiadłem się do całej trójki.
Długo rozmawialiśmy, dowiedziałem się wielu rzeczy o chłopakach, na przykład że w szkole Leo był nękany, a rodzice Charliego się rozwiedli. Nie spodziewałem się, że ci dwaj tyle przeszli! Bardzo mnie zafascynowali swoją historią, dlatego też siedziałem i wsłuchiwałem się w ich opowieść, z resztą tak samo jak Amy. 
Siedzieliśmy tak dopóki lekarz nie wyprosił mnie i Leo z sali mówiąc, że już późno. 

poniedziałek, 29 lutego 2016

Drogi pamiętniczku... #2

Jak tylko przekroczyłam próg, wszystko znów było po staremu. Cudownie spędzony dzień minął jak z bicza strzelił i już nie wróci. Miło było spotkać się z Cameronem po tylu latach i znów się do niego przytulić. Pamiętam jak kiedyś dawał mi siłę każdego dnia, mimo że był i w sumie dalej jest ode mnie starszy o ten rok, dogadywaliśmy się świetnie, jakbyśmy się znali od urodzenia.
Ehhh... Zaczęło się. Tylko weszłam do pokoju, a one znowu.
- Uuu, patrzcie kto przyszedł!
- Nasza Amanda! Jak tam Ci minął dzionek? Kolejna rodzina, która Cię nie adoptowała? Hahaha - i ten perfidny śmiech... Pamiętam jakby to było wczoraj, a nie dziesięć lat temu!
- Zamknij się Katrina...
- Ooo! Jaka niegrzeczna! No opowiedz nam co się stało, że taka smutna? Hahaha
- Odwal się ode mnie w końcu! Co ja Ci zrobiłam! Dlaczego się na mnie uwzięłaś!
- Bo jesteś łatwym celem i można się z Ciebie nabijać do woli! - Co za szmata! Właśnie zrozumiałam w jakim ja świecie żyłam... Jak ja byłam traktowana.
Stwierdziłam, że nie zamierzam jej już dłużej słuchać i wyszłam z budynku, założyłam słuchawki, włączyłam swoją ulubioną playlistę i zaczęłam biec. Nie wspomniałam Wam jeszcze, że od dnia, w którym "poznałam" duet Bars&Melody słuchałam ich piosenek nałogowo i zawsze przy nich płakałam. Może to był zły pomysł, biec ze łzami w oczach... Ciąg dalszy mojej historii opisze wam Cameron. Ja pewnie nic bym nie pamiętała gdyby nie on.

*CAMERON*

Spędziliśmy z Amy wspaniały dzień, rodzicom też się podobało. Bardzo polubili Amy, można powiedzieć że bardziej niż mnie te kilka lat wcześniej! Gdy odwieźliśmy dziewczynę i wróciliśmy do domu stwierdziłem, że muszę z nimi porozmawiać, bardzo poważnie porozmawiać. Pamiętam ten dzień tak dobrze jakby to było wczoraj więc dokładnie przedstawię Wam naszą rozmowę.
- Mamo, Tato... Możemy porozmawiać? - zapytałem ostrożnie...
- Oczywiście Cam. - odpowiedziała Mama. Usiedliśmy wszyscy w salonie i już nie było odwrotu...
- Wiecie, chciałem Wam bardzo podziękować, że mogłem spędzić ten dzień z Amy... Mam do Was pytanie, a tak właściwie prośbę... - zrobili bardzo poważne miny, zacząłem się ich bać!
- Cameronie o co chodzi? - zapytał nerwowo Tata.
- Chodzi o Amy, wiecie... Nasz dom jest duży, mamy wolne pokoje... - Jakoś dziwnie na siebie popatrzyli... Ale mniejsza, znów zacząłem mówić, tym razem ostrożniej niż wcześniej. - Pomyślałem, że można by było... Nie wiem jak to powiedzieć...
- Adoptować Amy? - Zapytała z uśmiechem Mama.
- Taaak... - Powiedziałem trochę zdziwiony. Rodzice zaczęli się śmiać.
- Och Robercie, może mu wreszcie powiemy?
- Co? Co chcecie mi powiedzieć? MÓWCIE! - Powiedziałem zniecierpliwiony...
- No dobrze... A więc Cam, to miała być niespodzianka, no ale skoro już nawet ty nas o to prosisz to... Adoptowaliśmy Amy! - Powiedział z dumą Tata. Rzuciłem się na nich! Nigdy nie byłem tak bardzo szczęśliwy! Podziękowałem im.
- Jesteście najlepszymi rodzicami na świecie! Muszę biec do Domu Dziecka!
- Ale Cam przecież to daleko! - wykrzyczała Mama, ale ja już wybiegłem z domu.

Biegłem już dłuższą chwilę i powoli zaczynałem czuć zmęczenie więc zwolniłem. Wreszcie mogłem trochę odetchnąć. Wyszedłem zza zakrętu i ujrzałem światła pogotowia, policji i straży pożarnej. Najprawdopodobniej wydarzył się okropny wypadek, a że byłem człowiekiem bardzo ciekawskim poszedłem sprawdzić co się wydarzyło. To co ujrzałem zmroziło mi krew w żyłach, stałem jak wryty. To był koszmar!
Na ziemi cała we krwi leżała... Amy! Wyglądała jakby... jakby nie żyła... W jednej chwili moje oczy zalały się łzami i zacząłem płakać jak głupi. Policjant to zauważył i podszedł do mnie.
- Witaj chłopcze, czy znałeś tą dziewczynę? - zapytał spokojnie
- T-tak ... - wydukałem - Ale jak to znałem? Cz-czy ona nie żyje? - Z trudem wypowiedziałem te słowa.
- Żyje, ale jest w bardzo ciężkim stanie. Cudem udało jej się wykaraskać z tego wypadku. To twoja siostra? - Zapytał
- Można powiedzieć... Znamy się od dziecka. Oboje mieszkaliśmy w Domu Dziecka kilka minut drogi stąd. Czy ona z tego wyjdzie? Gdzie ją zabierają?
- Musimy zawiadomić najbliższy Dom Dziecka... - powiedział do jakiejś policjantki, a potem znów zwrócił się do mnie - Niestety nie wiem czy z tego wyjdzie, mogą to ocenić tylko lekarze. Zabierają ją do Szpitala Dziecięcego.
- Dziękuję. - powiedziałem i policjant odszedł. Wyjąłem telefon, wybrałem numer i zadzwoniłem. Łzy lał mi się po policzkach, ale starałem się opanować. Karetka zabrała Amy i ruszyła na sygnae w stronę szpitala. Zacząłem biec za nią.
- Cześć Cam, co jest?
- Mamo, przyjedźcie do Szpitala Dziecięcego! Szybko! - Wykrzyczałem do telefonu i rozłączyłem się.
Gdy dotarłem na miejsce rodzice już na mnie czekali. Byli rozkojarzeni, mama cała się trzęsła, a ojciec rwał sobie włosy z głowy z nerwów. Jak tylko mnie zobaczyli podbiegli do mnie i mocno mnie przytulili.
- Synu nie strasz nas więcej! Myśleliśmy, że coś ci się stało! - powiedział Tata.
- Przepraszam, ze mną jest wszystko w porządku, ale... Ale Amy. Amy miała wypadek i cudem przeżyła. Jest w bardzo ciężkim stanie... - głos mi się załamał i nie dokończyłem. Rodzice mocno mnie przytulili gdy do szpitala wbiegła zdenerwowana dyrektorka Domu Dziecka i gdy tylko nas zauważyła podbiegła i zaczęła wypytywać o Amandę. Rodzice wszystko jej powiedzieli i poszliśmy zapytać pielęgniarki, gdzie ją teraz zabrano. Dowiedzieliśmy się, że jest operowana więc jak najszybciej udaliśmy się pod salę operacyjną. Czekaliśmy dobrych kilka godzin dopóki nie pojawił się lekarz i nie powiedział nam, że operacja się udała. Kamień spadł mi z serca.
Amy została przewieziona na salę i pozwolono mi na chwilę do niej wejść.


Pocałowałem ją w czoło, usiadłem obok i usnąłem. Obudził mnie lekarz i kazał mi wrócić do domu żeby odpocząć. Następnego dnia rano wróciłem do Amy, powtarzało się to przez jakiś czas dopóki, moja siostrzyczka się nie obudziła. Ah, zapomniałbym! Mimo tego strasznego wypadku rodzice adoptowali Amy więc oficjalnie staliśmy się rodziną.

niedziela, 14 lutego 2016

Drogi pamiętniczku... #1

Przecież to była tylko piosenka... Tylko...



"Hopeful" - Bars & Melody


[LEO]
Please help me God, I feel so alone
I'm just a kid, I can't take it on my own
I've cried too many tears, yeah, writing this song
Trying to fit in, where do I belong?
I wake up every day, don't want to leave my home
My momma's askin' me why I'm always alone
Too scared to say, too scared to holler
I'm walking to school with sweat around my collar
I'm just a kid, I don't want no stress
My nerves are bad, my life's a mess
The names you call me, they hurt real bad
I want to tell my Mom but
She's havin' trouble with my Dad
I feel so trapped there's nowhere to turn
Come' to school
Don't wanna fight I wanna learn
So please mister bully
Tell me what I've done
You know I have no Dad
I'm livin' with my Mom

[REF][CHARLIE]
Cause I'm hopeful, yes I am
Hopeful for today
Take this music and use it
Let it take you away
And be hopeful, hopeful
And He'll make a way
I know it ain't easy but that's okay
Just be hopeful

[LEO]
Why do you trip at the colour of my skin?
and whether i'm fat or whether i'm thin 
you call me a loser, you call me a fool
I ain't got a choice I gotta to go to school
I wish I had an angel to stick by my side
I'm shaking with fear, I’m so scard inside
Doesn't really matter if I ain't got a looks
Why do you always hurt me and destroy my books?

[REF][CHARLIE]
Cause I'm hopeful, yes I am
Hopeful for today
Take this music and use it
Let it take you away
And be hopeful, hopeful
And He'll make a way
I know it ain't easy but that's okay
Just be hopeful

[LEO]
I give you all my money every single day
I didn't ask to be born but now I have to pay
I ain't got no food, you take all I have 
when I give it to you, you search throught my bags
I wrote this song for you to see
We could've been friends, yeah you and me
Mister bully, take a moment please
Every single day you bring me to my knees

[REF][JOINTLY]
Cause I'm hopeful, yes I am
Hopeful for today
Take this music and use it
Let it take you away
And be hopeful, hopeful
And He'll make a way
I know it ain't easy but that's okay
Just be hopeful 

[LEO]
What I wear is all I have 
We lost our home, I liven' from my bag
Yo mister bully, help me please 
I'm flesh and blood, accept me please.



Gdy tak układałam sobie jej słowa w głowie i powoli je rozumiałam, doszłam do wniosku, że taką piosenkę mogła napisać tylko osoba, która w swoim życiu wiele przeszła, doświadczyła wielu przykrych zdarzeń i wiele wycierpiała.


W moich uszach wybrzmiewały ostatnie słowa "Hopeful", a po policzkach lały się potoki łez. Jeszcze nigdy żadna piosenka nie wywołała we mnie takich uczuć! 

Siedziałam tak w zadumaniu dobrą chwilę, przestałam już płakać, ale myślałam, dużo myślałam. Nagle rozległo się wołanie, które wyrwało mnie z zamyślenie. To była moja wychowawczyni z Domu Dziecka, Pani Lorraine. Wołała tylko mnie, ciekawa byłam o co chodzi. Szybko się zebrałam spojrzałam w lustro "Nie wyglądam najgorzej" powiedziałam w myślach i pognałam w stronę schodów. Prawie spadłam z tych przeklętych schodów!
Na dole czekała już na mnie dyrektorka Domu, Pani Lorraine i... Jakieś małżeństwo? Obydwoje wyglądali na około 35 lat. Niepewnym krokiem pokonywałam ostatnie stopnie, moje serce biło jak szalone...
- Oto ona, nasza najdroższa Amanda. Jest trochę nieśmiała, ale jak się bliżej poznacie z pewnością będziecie mieli o czym rozmawiać. - powiedziała dyrektorka do młodej pary - Amando - to było tym razem do mnie... - Chciałabym Ci przedstawić państwa Dallasów, chcieliby spędzić z tobą dzisiejszy dzień! - Przedstawiła nas sobie i czekała na moją reakcję. Uśmiechnęłam się nieśmiało.
- Dzień dobry. - przywitałam się drżącym głosem. Właśnie sobie przypomniałam, że dzisiaj jest pierwsza sobota miesiąca co oznacza, że osoby zainteresowane adopcją mogą spędzić cały dzień z jednym z dzieci!
- Witaj, bardzo nam miło, że możemy Cię wreszcie poznać. Leć się przebrać, a my tutaj na ciebie poczekamy. - powiedziała kobieta z uśmiechem na twarzy.
Pobiegłam do pokoju, otworzyłam szafę i wybrałam szybko jakieś ciuchy. Za oknem była piękna pogoda więc nie brałam kurtki.


Pięć minut później już szliśmy do samochodu. Czekał tam jakiś chłopak. Wydawał mi się znajomy, ale nie mogłam sobie przypomnieć skąd mogę go znać!
- Cześć Amy! - popatrzyłam z zaskoczeniem - No weź, nie pamiętasz mnie? Nie pamiętasz tego małego chłopca, który wiecznie siedział sam w kącie? Nie pamiętasz jak jako jedyna ze wszystkich dzieci do mnie zagadałaś? Nie pamiętasz jak się zaprzyjaźniliśmy? - Nagle wszystko mi się rozjaśniło.
- O mój boże! Cam! Jak ja Cię dawno nie widziałam! Ile to czasu minęło od twojej adopcji? Trzy lata... Zmieniłeś się! - Wykrzyczałam jednym tchem. Jak mogłam nie poznać osoby, która mnie wspierała i zawsze stała po mojej stronie! Był dla mnie jak brat, kochałam go i kocham! - Nie mogę w to uwierzyć! To państwo Dallas Cię adoptowali?... - Nie zdążyłam już nic powiedzieć, bo Cameron podszedł do mnie i mocno przytulił!


Wsiedliśmy do samochodu i ruszyliśmy. Całą drogę przegadałam z Cameronem. Pomyśleć, że to już trzy lata...
- Amy, a co tam słychać w Domu Dziecka?
- Ohh... Cam, ja...
- Tak jak się spodziewałem. Ci idioci dalej Cię dręczą?! Jak oni mogą, serca nie mają... - taaak... I wybuchł!
- Cameron uspokój się! - Zwrócił mu uwagę Pan Dallas.
- Cam, twój tata ma rację. Uspokój się, wszystko jest dobrze.
- Nic nie jest dobrze! Nie rozumiesz? Jak może być dobrze skoro dalej jesteś dręczona?
- Jest dobrze, bo jestem tu z tobą głupku... - powiedziałam ściszonym głosem, a Cameron nie odpowiedział tylko pocałował mnie w czoło.
Resztę drogi przebyliśmy w ciszy.
- No, jesteśmy. - powiedziała do nas mama Camerona.
- Jak tutaj jest pięknie! - wykrzyknęłam
- Prawda? - Dodała Pani Dallas.
- Ahh zróbmy kilka zdjęć! - Powiedział Cam i wyciągnął swojego polaroida.

Resztę dnia spędziliśmy chodząc po mieście. Było cudownie! Chciałabym przeżyć ten dzień jeszcze raz. Niestety to był już koniec naszej wycieczki i Dallasowie odwieźli mnie do Domu... Pożegnałam się ze wszystkimi i już miałam iść w stronę Domu gdy Cam chwycił mnie za rękę i przyciągnął do siebie.
- Nie pozwolę Ci znów odejść... - szepnął.
- Cam, ja zawsze będę przy tobie, pamiętaj. Możesz do mnie dzwonić.
- Wiem jak to jest z rozmowami w Domu Dziecka, nie pozwolą Ci rozmawiać długo... - Powiedział ze smutkiem w głosie.
- Ważne, że w ogóle pozwolą... - głos zaczął mi się łamać.
- Nie płacz księżniczko. Zobaczymy się już niebawem, obiecuję Ci to... - szepnął chłopak, pocałował mnie w głowę i jeszcze raz przytulił. Nie dałam rady dłużej powstrzymywać łez, rozpłakałam się jak małe dziecko.
- Kocham Cię Cam... - wyszeptałam.
- Ja Ciebie też Księżniczko. - powiedział i odszedł...

Stałam na chodniku i obserwowałam odjeżdżające auto Camerona dopóki nie zniknęło za horyzontem i zapłakana weszłam do Domu...

 ~ ~ ~